Od kilku dni mój domowy budżet cierpi. Trzeba było nie kupować butów za dwieście złotych i gangsterskiej obroży dla psa za sto pięćdziesiąt. Jakoś teraz należy wyżyć do pierwszego, a może jakaś praca dorywcza? Nie zaszkodzi poszukać. O szukają kelnera, nie za ciężko, a oprócz tego na stałe. A ma możliwość sprzedawca? Najlepiej żeby nie było dużo kontrahentów, i żebym sam się za bardzo nie spracował, wszak muszę się uczyć, tak? O tu coś jest, sporty walki sklep zatrudni od zaraz, na zastępstwo. Fajnie czemu ażeby nie spróbować. No i spróbowałem. Poszedłem tam wczoraj rano. Oschle mnie przywitano i wytłumaczono zakres obowiązków, niewątpliwie przed tym jak koleś opowiedział mi w samych „superlatywach”, o poprzedniej ekspedientce, która rzekomo była jego żoną i w ostatnim czasie uciekła z księgowym zabierając ich wspólnego kota. Znaczy się jej i tego kolesia, nie jej i księgowego. Zabrałem się do pracy, zadowolony z ilości obowiązków. Koleś zapewniał mnie, że nabywcy w większości przypadków wiedza po co przychodzą, a moja rola ogranicza się wyłącznie do podawania towarów i obsłudze kasiorki fiskalnej. Prędko mi się znudziło, więc zacząłem stosować swoją ulubioną zabawę. Polegała na tym, ze o cokolwiek klient prosił mówiłem, że nie ma, a dostawa jest jutro. Przecież była już 16 pracowałem od 12, za dwie godziny zamykaliśmy, to dlaczego miałem się przemęczać. Nie wiem o co chodziło szefowi, jak mnie wyrzucał, że niby nieznaczny utarg czy coś i że nabywcy się skarzą…I tak po jednym dniu zakończyła się moja błyskotliwa kariera.
06 12
